poniedziałek, 23 marca 2020

Brutally Deceased - wywiad



TEN WYWIAD PRZELEŻAŁ U MNIE W SZAFIE PRAWIE CZTERY LATA. NA SZCZĘŚCIE NIE ZDEZAKTUALIZOWAŁ SIĘ W ŻADNYM STOPNIU. CAŁKIEM NIEDAWNO BRUTALLY DECEASED WRAZ Z NASZYM RODZINNYM EMBRIONAL WYPUŚCIŁO SPLIT. UZNAJMY TO WIĘC ZA CZĘŚĆ PROMOCJI OSTATNIEGO DOKONANIA CZECHÓW. NA PYTANIA ODPOWIADALI MICHAL I MAREK.

Cześć Michale! Co słychać u najbardziej znanego ojca w czeskim death metalu?


- Witaj Adamie! Radzę sobie tak dobrze, jak to możliwe, ale także dlatego, że stałem się dumnym ojcem, mam trochę mniej czasu na wszystko wokół muzyki niż kiedyś. W moim życiu wraz z przybyciem na świat Terezki przybyło obowiązków i obaw związanych z rodziną, a ja staram się spędzać z dziewczynami jak najwięcej czasu. W każdym razie death metal wciąż ma wysoki priorytet, dlatego nadal bardzo intensywnie gramy.

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, byliście po wydaniu pierwszego albumu i niewiele osób spoza Czech słyszało o Brutally Deceased. Teraz jest zupełnie inaczej, prawda? Jak byś porównał Brutally Deceased 2012 i 2017?

- Wydaje mi się, że znaleźliśmy własny styl bardziej niż w 2012 roku. Na pewno w naszej muzyce jest i będzie więcej wpływów innych stylów niż klasyczny szwedzki death metal.

Przejdźmy do muzyki. „Dead Lovers Guide” pokazało, że jesteście najprawdziwszym szwedzkim death metalem prosto z serca Czech. Wtedy prawdopodobnie zaczęła się moda na szwedzki death meta i tak zaczęło grać wiele zespołów…

- Logika trendów jest falowa. Okazuje się, że jeden, dwa ciekawe zespoły robią coś innego i nagle zamienia się to w trąbę powietrzną, która często paradoksalnie pokrywa styl nudą i przewidywalnością. Z pewnością mieliśmy szczęście, że DLG zostało wydane w czasie, gdy ten szablon nie był jeszcze powielany. Dzisiaj staramy się trochę wyrwać z tego stylu w inną stronę, mniej przewidywalną, miejmy nadzieję, że nam się to udaje.

Na pierwszym albumie nagraliście cover Dismember. Dlaczego akurat ten zespół i ta piosenka?

- Na początku zespołu, kiedy nie mieliśmy tak wielu własnych utworów, graliśmy Dismember, Grave i Entombed. Stopniowo jednak przestawaliśmy je grać, ponieważ zostały zastąpione własnymi utworami. Jeśli chodzi o covery, myślę, że kiedy zostaną umieszczone na płycie, powinny działać wyłącznie jako bonus do nagrań, a „Override the Overture” to tak mocny death metalowy hymn, że postanowiliśmy włączyć go do płyty.

Według mnie, na pierwszym albumie bardzo słychać, że Štefy i Burák grali wcześniej grindcore'a. 
W waszej muzyce jest dużo punkowego feelingu, takiego z końca lat '90.


- Štefy i Burák nie brali udziału w komponowaniu muzyki. Wpływy punkowe, które opisujesz, są naturalną częścią tego stylu. Ponadto Burák nie nagrywał pierwszego albumu, można tam usłyszeć partie byłego członka zespołu - Patricka.



Potem przyszedł czas na drugi album „Black Infernal Vortex”, który niestety najmniej mi się podoba. Rozmawialiśmy o tym raz, i powiedzieliście, że był trochę jak „Clandestine” Entombed. 
Jest mroczniej, a riffy nie są tak wesołe.


- Zgadzam się z tobą. W porównaniu do poprzedniego album jest wyraźnie bardziej dojrzały i mroczniejszy. 
Jeśli chodzi zaś o mniejszy punkowy feeling, to ja uważam, ze jest to akurat pójście w dobrą stronę.

Był to także okres, kiedy zaczęliście grać z drugim gitarzystą...

- Nie wydaje mi się, aby chłopcy aktywnie szukali kogoś w tym czasie, czy też jakoś bardzo potrzebowali drugiej gitary, ale przypadkowo poznaliśmy się przez znajomych i okazało się, że polubiliśmy się zarówno jako ludzie, jak i muzycy. Czeska scena death metalowa jest stosunkowo niewielka. Ponieważ taki styl nie był zbyt mocno eksplorowany w naszym kraju, z wyjątkiem BD, a ja uwielbiałem go od czasów nastolatka, zgadaliśmy się i mniej więcej zimą 2011 roku miałem swój pierwszy test w piekielnej jamie.

To, że gracie szwedzki death metal, było jasne od samego początku. Ale jak to się stało, że wybraliście Interment do splitu? No i jak teraz widzicie ten album?

- Pomysł splitu z Interment był bardzo spontaniczny. Zagraliśmy koncert w Slavonicach, a następnie kilkakrotnie spotkałem Johana, ponieważ w tym czasie grał w Demonical, którzy byli wtedy bardzo koncertowo aktywni, i zgodził się na współpracę. Podobało nam się to, co Interment robił muzycznie, podobało im się to, co my robiliśmy, a wspólne nagranie było dobrym pomysłem. Wracając do tematu punka w kontekście „DLG”, to split z Interment jest zdecydowanie naszą najbardziej punktualną i brudną płytą. Wolę nowsze albumy od tamtych nagrań, ale tamte piosenki na żywo dają radę.


Zostańmy jeszcze na chwilę przy „Glory Days, Festering Years”, niesamowicie oldschoolowa jest tu okładka. Ogólnie rzecz biorąc, cały split jest jednym wielkim hołdem dla oldschoolu.

- Okładkę narysował polski artysta Rafał Kruszyk, polecił nam go Johan z Interment i myślę, że naprawdę dobrze sobie radził pod względem stylu. Oczywiście jest to oldchool, ale traktujemy to jako kolejny epizod dla tego zespołu.

W międzyczasie Burák opuścił zespół. Co się stało?

Po latach grania Vítek poświęcać graniu muzyki tyle czasu. Jego odejście było logicznym rezultatem zmiany priorytetów życiowych. Nie było żadnej spiny przy jego odejściu. Rozeszliśmy się w przyjaźni.

Potem kolejny basista, niestety ten odszedł ale z tego łez padołu. Jakoś nie macie szczęścia.

- To był niefortunny zbieg okoliczności, w którym w wyniku złamania nogi podano mu zastrzyki, które rozrzedzały krew, aby zapobiec zatorowi. Niestety miał towarzyszące mu wrzody żołądka, które otworzyły się i krwawiły. Co powiedzieć. Niepotrzebna śmierć, niestety takie rzeczy się zdarzają. Mamy już basistę, wygląda obiecująco. Jest naszym dobrym przyjacielem i sprawdzonym muzykiem, a także jest imprezowym chłopakiem, takim jak my, więc same zalety zalety.



I tak doszliśmy do najnowszej płyty. „Satanic Corpse”. Kiedy ją pierwszy raz usłyszałem to stwierdziłem, że to szwedzki death metal zmieszany z Carcass. Jest dość melodyjny, ale cholernie brutalny. Znaleźliście złoty środek czy jak?

- To zdecydowanie najbardziej melodyjny i najszybszy album, jaki nagraliśmy z BD i myślę, że gada naprawdę dobrze. Wpływów Carcass, a także innych zespołów z przełomu lat 80. i 90. z pewnością nie unikniemy, a nasza muzyka jest naturalna od samego początku. Właściwie to tak nam się te utwory napisało, to był naturalny bieg wydarzeń. Nie próbowaliśmy za wszelką cenę trzymać się patentów z lat dziewięćdziesiątych. Dla nas wszystko jest tak jak być powinno.

A jak fani zareagowali na wasz trzeci pełny album? Jaka jest ogólna reakcja na Satanic Corpse?
W końcu dostaliście za tą płytę nagrodę za najlepszy album metalowy w Czeskiej republice…

- Reakcje są ogólnie pozytywne. Być może odeszliśmy nieco od muzyki dla typowego słuchacza crust i punkowej muzyki, ale jak już wcześniej powiedziałem, nie trzymamy się tego. Jeśli chodzi o nagrody, to nie traktujemy tego jako epickiego zwycięstwa. Nie chcę brzmieć arogancko, ale w roku wydania tego albumu w Czechach nie wyszło zbyt wiele płyt godnych uwagi…


Oprócz Krabathor / Hypnos jesteście prawdopodobnie najważniejszym zespołem death metalowym w Czechach, prawda? Jak to widzicie?

- Jest to związane z poprzednim pytaniem. Dziękujemy za wsparcie, ale w naszym kraju death metal to styl całkowicie niszowy, który tylko nieliczni mogą dostarczyć u nas na przynajmniej średnim poziomie. Zespoły zyskują sławę dzięki wytrwałości i i staży na scenie a nie dzięki jakości tego co robią. Mamy nadzieję, że nie będzie tak w naszym przypadku.

Ogólnie rzecz biorąc ostatnio jest więcej wysokiej jakości death metalu z Czech lub Europy, a Polska zaczęła widzieć, że w Czechach jest coś jeszcze oprócz grindcore'a.

- Ponadprzeciętnego death metalu w Czechach ani nie ubywa ani nie przybywa, ponieważ jest go mało i nigdy zbyt wiele go tu nie było. W Czechach nie gramy dobrze grindore'a. Kiedy porównuję to ze sceną skandynawską (Deathbound, Rotten Sound…), w Czechach niestety pojawiają się żałosne pornosy i kałowe bzdury, których nie lubię.

Ostatnio graliście w Polsce. Jak wam się podobało? Który koncert był najlepszy? Gdzie wypiliście najwięcej wódki?

- Prawdą jest, że w ostatnim roku występowaliśmy kilkakrotnie w Polsce, zarówno z Brutally Deceased, jak i Heaving Earth, i wszystkie koncerty zawsze były świetne. Najbardziej niszcząca akcja alkoholowa z pewnością miała miejsce w Bielsku-Białej w klubie Rude Boy, gdzie potężna Poli króluje z wiśniówką. Odbyliśmy kilka degustacji wszelkiego rodzaju alkoholi, a ostatni gwóźdź do trumny przyszedł w formie ratyfikowanego Spirytusu.

Wraz z gitarzystą Tomášem Halamą grasz także w Heaving Earth, całkiem inna muzyka, ale wciąż jest to wysokiej jakości death metal. Czy miałeś zęby szwedzkiego death metalu i chciałeś grać w amerykański death metal czy co?

- Heaving Earth to zespół założony w 2008 roku z jasno określonym stylem, w którym od samego początku żelazo było kute w stylu Immolation i Hate Eternal, a ja doszedłem do składu dopiero latem 2011 roku. W każdym razie z Heaving Earth odszedłem, więc kontynuacja tego zespołu jest w rękach Tomasa. Być może uda mu się stworzyć wysokiej jakości skład, z którym będzie mógł kontynuować i koncertować.



Dwie ostatnie płyty mają świetne covery. Widziałem, że były to prawdziwe obrazy na płótnie. Kto to zrobił, jak do tego doszło?

- Ostatnie dwie okładki są dziełem włoskiego mistrza Paolo Girardi, który maluje swoje obrazy olejem na płótnie. Znaleźliśmy go na podstawie jego doskonałych dzieł, które nam się podobały i byliśmy przekonani, że będzie to najlepszy wybór dla zespołu. Dla mnie obecnie nie ma lepszego malarza dla BD i wierzę w naszą współpracę w przyszłości. Paolo to prawdziwy demon, prawdziwy duch podziemia. Ma swój świat, wszystko robi sam. Współpraca z nim zawsze jest doskonała, chcielibyśmy kontynuować, jeśli się nam to uda.

Powiedz mi, co to jest ten Shampoon Killer? Ta nazwa jakoś mi się z brutalną muzyką nie kojarzy...

- Wręcz przeciwnie, nazwa jest jak najbardziej brutalna. Została wymyślona przez naszego perkusistę Gabina (R.I.P.). Chodzi o to, że szampon w czeskim slangu oznacza discoboya, a cała koncepcja zespołu jest jasno zdefiniowana jako antydyskotekowa.

Jak to jest grać death metal w kraju bez Boga?

 -Jeśli chcesz kogoś sprowokować, jest to dość nudne. Możesz śpiewać o diabłach i wiecznym potępieniu, a nikt nawet na Ciebie nie spojrzy.

Niedawno amerykańska antifa zablokowała koncerty Marduka w Stanach Zjednoczonych, mówiąc, że Marduk to naziole…

- To, co pokazuje amerykańska antifa, to debilizm. Obwinianie zespołu takiego jak Marduk za bycie nazistami to jakaś wielka pomyłka. Członkowie Marduk mieli crustowy projekt Moment Maniacs w latach 90., w którym grali ludzie z Anti Cimex, Wolfbrigade i Wolfpack. Byliśmy razem przez miesiąc w trasie po Europie i są to mili i przyjaźni ludzie. Ta „antifa” jest bardziej „fa” niż prawdziwe „fa”. Stopień lustracji i prześladowań w tej perspektywie jest czasami wręcz przerażający.

Czy masz coś na następną płytę? Czy będzie LP, EP, split?

- W przyszłym roku powinniśmy wydać split z Embrional. Mamy już 2/3 materiału. Nagrywamy wiosną. Metal śmierci, dużo blastów. Tym razem punki na pewno będą płakać.

Co z polskim death metalem? Powiedziałeś kiedyś, że lubisz Embrional, ponieważ nie kopiują Vadera ani Behemotha. Czy to główna choroba polskiego death metalu?
- Lubię wiele polskich zespołów, takich jak Embrional, Dissenter, Infatuation of Death, Armageddon, Anima Damnata, Infernal War, Kriegsmaschine, które są oryginalne i nie kopiują Vadera ani Behemotha, więc nie ma mowy o żadnej chorobie.

Ostatnie pytanie. Które czeskie piwo jest najlepsze i czy w ogóle można grać w metal bez piwa?
- Prowadzi browar Matuška. Metal bez piwa na pewno da się przeżyć, ale czym zaś ma człowiek popić te wegetariańskie kiełbaski i wegetariański gulasz?
Wielkie dzięki za wywiad!



Brutally Deceased - wywiad